Pewnego dnia dostałem SMS-a.
Zadzwoniłem pod nr, z którego otrzymałem SMS-a i okazało się, że kontaktował się ze mną brat klienta, któremu 9 lat temu pomogłem w sprzedaży mieszkania.
Okazało się, że chce sprzedać mieszkanie, które aktualnie stoi puste, podczas gdy on na stałe mieszka za granicą. Z lubelskich Agentów pamiętał tylko mnie, więc wyszukał mój nr w internecie i napisał SMS-a.
Niedługo po tym klient przyjechał do Polski, spotkaliśmy się, podpisaliśmy umowę na wyłączność, otrzymałem klucze od mieszkania.
To było niewielkie mieszkanie – 30 mkw, 2 pokoje w wieżowcu na obrzeżach Lublina, standard do remontu.
Zrobiłem sesję fotograficzną, zdjęcia 360 stopni, rzut mieszkania, a także jego opis. Złożyło się tak, że skończyłem opracowywać ofertę niedzielę rano. W internecie opublikowałem ją koło 8:00. Wysłałem ją do Pośredników, inwestorów i klientów z mojej bazy oraz na grupy facebookowe.
Mimo weekendu, efekt przyszedł niespodziewanie szybko. Praktycznie od razu zaczęły dzwonić telefony, zainteresowani zaczęli pisać wiadomości na messenger.
Ok 9:30 zadzwonił klient i powiedział, że jest absolutnie zdecydowany. Klient, podobnie jak sprzedający mieszkał za granicą, ale już w poniedziałek rano przyleciał do Polski i kupił to mieszkanie za cenę wywoławczą. To była jedna z najszybszych i najsprawniej przeprowadzonych transakcji w mojej karierze.
Dlaczego udało mi się tak szybko sprzedać tę nieruchomość?
- To była kawalerka, więc towar bardzo chodliwy na rynku nieruchomości.
- Cena była realna, a ja nie zostawiłem marginesu do negocjacji.
- Kwota, którą należało zapłacić za mieszkanie, była w zasięgu dużej grupy osób.
- Czas ogłoszenia – niedziela 8 rano, ludzie się budzą, zaglądają w telefony i do komputerów, mają czas, który mogą poświęcić na przeglądanie ofert.
Oczywiście miałem też trochę szczęścia. To też jest ważne. Ale przede wszystkim liczy się szybkość i intensywność działań marketingowych oraz zaangażowanie z jakim pracujemy nad ofertą.