Zaświadczenie o braku osób zameldowanych – droga przez urzędowe przeszkody

Interpretacja przepisów – co mówi ustawa, a co urzędnicy?

Historia rozmów z urzędem i wyzwań związanych z różną interpretacją przepisów.

1211 słów, 6 minut czytania.

„Formalność, która zamienia się w wyzwanie”

W tym artykule opisuję swoją niedawną „przygodę” z urzędem, która pokazała, jak różna interpretacja przepisów, niedoprecyzowane procedury i brak zrozumienia specyfiki pracy pośrednika mogą utrudnić realizację nawet najprostszej czynności. Jeśli kiedykolwiek zmierzyłeś się z podobnym wyzwaniem lub chcesz dowiedzieć się, jak uniknąć takich sytuacji, koniecznie czytaj dalej!

Jednym z dokumentów okazywanych przy umowie przeniesienia własności mieszkania jest zaświadczenie o braku osób zameldowanych. Powinno być pobrane z Urzędu Miasta, nie wcześniej niż 7 dni przed aktem notarialnym przenoszącym własność.

Dlaczego zaświadczenie o braku osób zameldowanych jest kluczowe?

To zaświadczenie to jeden z podstawowych dokumentów wymaganych przy akcie przeniesienia własności nieruchomości. Potwierdza, że w mieszkaniu nie ma osób zameldowanych, co jest istotne dla bezpieczeństwa transakcji. Jak je zdobyć? Są dwie główne drogi: online lub osobiście w urzędzie.

Procedura w teorii: „Online czy osobiście?”

Złożenie wniosku online wydaje się szybkie i wygodne. Wystarczy skorzystać z platform takich jak ePUAP czy mObywatel.

Ja z racji tego, że obsługuje teren o promieniu blisko 150 km, wybieram opcję online. Daje mi to możliwość składania wniosku poza godzinami pracy urzędu, nie tracę czasu na dojazd, stanie w kolejce i mam potwierdzenie złożenia, oraz odbioru wniosku w jednym miejscu, czyli na moim koncie mObywatel.

Wypełniłem wniosek, opłaciłem go – 17 zł. Do wniosku dołączyłem pełnomocnictwo – wpłaciłem za nie 17 zł na konto Urzędu Miasta.

Pierwsze przeszkody: „Pełnomocnictwo i brakujące dane”

Po 2 dniach od złożenia wnioski dostaje telefon z urzędu z informację, że:

  • Na pełnomocnictwie brakuje słowa „do odbioru”.
  • Brakuje nr Księgi wieczystej lub dokumentu potwierdzanego tytuł prawny mojego mocodawcy do mieszkania dla którego wnioskuje o zaświadczenie.

Interpretacja przepisów: „Co mówi ustawa, a co urzędnik?”

Wchodzę na stronę gov.pl, Szukam informacji, jakie dane są potrzebne do otrzymania takiego dokumentu. Nie ma słowa o KW, czy dokumencie własności.

W międzyczasie dowiedziałem się, że jeśli Urząd może jakieś dane sam ustalić, to nie muszę ich podawać we wniosku i udzielać pracownikom Urzędu.

Proszę Panią z Urzędu, by skonsultowanie tej spraw z kimś jeszcze, np. radcą prawnym. Otrzymuje informację, że dyżur radcy jest raz w tygodniu, czyli dzień do moim umówionym akcie notarialnym.

Rozmawiamy… a nawet ostrzej wymieniamy wzajemne racje. W końcu Pani przekazuje mi informację, że skonsultowała sprawę z sekretarzem i są tego samego zdania.

Zaznaczam w rozmowie, że już na podstawie tego pełnomocnictwa pobierałem wcześniej w tym urzędzie i kilku innych w całym województwie (od 8 lat nim się posługuje).

Informuje Panią, że też dysponuje umową pośrednictwa, która zgodnie z art 181a ustawy o gospodarce nieruchomościami daje mi możliwość pobierania dokumentu z Urzędu, więc pełnomocnictwo możemy zamienić na umowę pośrednictwa.

Nic nie pomaga.

Ostatecznie proszę moja mocodawczynię, aby wypełniła mi jeszcze raz pełnomocnictwo i podesłała na e-mail podpisany skan dokumentu. Wysyłam poprawione, podpisane pełnomocnictwo do urzędu za pośrednictwem skrzynki ePUAP, zgodnie z życzeniem Pani z Urzędu. Dostaje znów telefon, że z powodu braków formalnych otrzymam wezwanie do uzupełnienia danych. Pismo przyjdzie na skrzynkę ePUAP. Cała ta sytuacja trwała od czwartku.

A jeszcze otrzymałem SMSa.

Zostawiłem już tą sprawę i postanowiłem, że udam się przed aktem osobiście do Urzędu.

Osobista interwencja: „Kiedy cierpliwość się kończy”

Jest wtorek, o 10:00 ma odbyć się przeniesienie własności w kancelarii notarialnej.

O godzinie 9:30 pojawiam się osobiście w urzędzie. Pani, z którą rozmawiałem, akurat wyjątkowo nie ma, wzięła wolne.

Tłumaczę innej Pani w pokoju, o co chodzi. Siedzi ramię w ramię z Panią, z którą rozmawiałem wcześniej, z pewnością zna całą sprawę, bo musiała słyszeć nasze rozmowy.

Po krótkiej rozmowie, w której nawet oryginał pełnomocnictwa nie przekonał Pani do wydania zaświadczenia, więc wyciągam umowę pośrednictwa,  informuje, że umowa pośrednictwa zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami daje mi prawo otrzymania dokumentu. Pani mnie informuje, że umów pośrednictwa jest „pomiędzy mną a sprzedającą (= mocodawcą pełnomocnictwa, jakie miałem), więc nie nie może na tej podstawie wydać zaświadczenia. Ostatecznie idzie skonsultować sytuacje z sekretarzem. 

Przychodzi sekretarz. Przepraszam go za zamieszanie, ale niestety nie mogę dogadać się z paniami. 

Informuje mnie o tym, że zostało wysłane do mnie rano pismo online z prośbą o uzupełnienie danych do wniosku. Mówię zatem, że właśnie jestem osobiście i mam ze sobą dokumenty. Proponuję, że możemy wycofać pełnomocnictwo i na podstawie umowy pośrednictwa niech dokument będzie wystawiony. Sekretarz mówi, że nie można tak. Tłumaczę, że ustawa pośrednictwa daje mi prawo do otrzymania takiego dokumentu. Słyszę: „Proszę mi to udowodnić”. Odpowiadam, że „mówi o tym art. 181a. ustawy o gospodarce nieruchomościami”. Dodałem już trochę złośliwie, że raczej nie jestem tu pierwszym od 1989 r. Pośrednikiem przychodzącym po ten dokument. Proszę Panią o otworzenie na komputerze właściwej ustawy i artykułu. Przeczytali pierwsze zdanie … „Uprawnienie pośrednika w obrocie nieruchomościami do wglądu do dokumentów, więc Sekretarz pewny siebie znów mówi, że mam tylko „wgląd”. Odpowiadam „proszę przeczytać ostatnie zdanie „- oraz do pobierania z nich niezbędnych odpowiednio odpisów, wypisów i zaświadczeń„. Dobra… będzie ostatecznie zaświadczenie. Oczywiście jeszcze dopowiedzieli, że Urząd ma 7 dni na wydanie dokumentu. Pani zatem chce mi zabrać mój oryginał Umowy Pośrednictwa, bo jak powiedziała „kto jej poświadczy za zgodność”. Wyjaśniłem, że oryginał jest dla mnie, a Pani może zrobić sobie kopię i potwierdzić za zgodność. Na umowie pośrednictwa jest nr KW, zatem Pani chce sprawdzić, czy mieszkanie jest faktycznie mojego klienta. Nie zgadza się cyfra kontrolna. Sprawdzam nr KW na zaświadczeniu, że spółdzielni mieszkaniowej, które właśnie odebrałem i miałem pod ręką. Wchodzę z poziomu telefonu, patrzę, księga się zgadza. Po chwili analizy dochodzimy do wniosku, że w mojej umowie pośrednictwa w numerze KW jest pominięta cyfra „0”. Ok, poprawiam, więc na swoim egzemplarzu. Pani robi nową kopię umowy. Zerkam na zegarek. Jest już godzina 10:00. Pytam, „czy otrzymam zaświadczenie online czy w wersji papierowej”. Otrzymuję odpowiedź, że  online, bo tak był wniosek składany. Ok, poprosiłem, żeby udało się tylko mi wysłać do godz, czasu, czyli mniej więcej do końca czytania aktu notarialnego. Ok. „Będzie” – otrzymałem odpowiedź. Na pożegnanie podziękowałem ładnie za załatwienie sprawy. Pani jeszcze poinformowała mnie, że warto następnym razem w sposób łagodniejszy rozmawiać… pozostawiłem to bez komentarza. Uśmiechnąłem się miło do Pani i wyszedłem.

Finał z nutą absurdu: „Dokument, ale z błędami”

I faktycznie zaświadczenie było po 30 minutach na mojej skrzynce ePUAP. Drukujemy w kancelarii notarialnej otrzymane zaświadczenie. Okazuje się, że jest wydane z datą 2 dni do przodu i mówi o stanie faktycznym na miesiąc wstecz.

Już mi ręce opadły. Już, żeby nie komplikować całej sytuacji, Notariusz pokazał to zaświadczenie kupującym. Wyjaśniłem okoliczności tej pomyłki. Notariusz opisał odpowiednio sytuacje w akcie notarialnym, żeby już nie wracać do urzędu, docenić szybkość działania urzędu. Mieli na to 7 dni, a otrzymałem je po 4 dniach roboczych.

Własność przeniesiona.

Wnioski…

Nie zdziwiłoby mnie, gdyby pracownicy mieli po np. 19 lat i byli na początku swojej drogi zawodowej w Urzędzie. Ale w tej sytuacji Panie były w wieku średnim, a Sekretarz pod wiek emerytalny. Dodatkowo nie pierwszy raz pobierałem różne dokumenty z tego Urzędu i nigdy nie miałem żadnych problemów. Każda moja wizyta kończyła się z uśmiechem.

Moje rady dla Ciebie

  1. Zawsze sprawdzaj pełnomocnictwa i inne dokumenty pod kątem wymagań urzędów.
  2. Bądź przygotowany na interpretowanie przepisów i obronę swoich racji.
  3. Daj sobie zapas czasu na ewentualne komplikacje.
  4. Zachowaj cierpliwość – choć nie jest to łatwe, urzędowe procedury mogą wymagać czasu i determinacji.

Ta historia to przykład na to, jak różne trudności mogą pojawiać się w pracy pośrednika. Uświadamia, że elastyczność, wiedza i szybkie reagowanie na zmieniające się okoliczności są kluczowe. To kolejna lekcja, która wzmacnia doświadczenie w codziennych zmaganiach z rzeczywistością nieruchomości.

Mam nadzieję, że artykuł ten dostarczył wartościowych wskazówek i inspiracji do pracy w dynamicznym świecie nieruchomości.

Jeśli masz pytania lub chciałbyś zgłębić poruszony temat, zapraszam do kontaktu.


NOTA PRAWNA

  • W artykule zostały wymienione linki do stron. Chciałbym podkreślić, że nie są one wynikiem współpracy ani sponsorowania. Nie czerpię z tego tytułu żadnych korzyści finansowych. Wspomniane rozwiązania zostały przywołane wyłącznie jako przykłady narzędzi, które mogą być przydatne w pracy pośrednika nieruchomości. Każdy z nich został dobrany pod kątem potencjalnej użyteczności i wsparcia w codziennych obowiązkach.
  • Informacje zawarte w artykule mają charakter informacyjny i nie stanowią porady prawnej. Wszelkie decyzje związane z procedurami urzędowymi oraz interpretacją przepisów należy podejmować po konsultacji z wykwalifikowanym prawnikiem lub specjalistą z zakresu prawa nieruchomości. Autor artykułu nie ponosi odpowiedzialności za skutki działań podejmowanych na podstawie przedstawionych informacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Case Study – Zamiast organizować głupie śniadania

Zamiast organizować głupie śniadania dla pośredników, powinien skupić się na merytoryce i warsztacie swojej pracy.

Zaczęło się tak…

Pod koniec stycznia tego roku zadzwoniła do mnie klientka, której dokładnie rok wcześniej sprzedawaliśmy działkę graniczącą z jej domem. Sprzedaliśmy ją bardzo szybko za kwotę powyżej oczekiwanej.
Wtedy już coś wspomniała, o tym, że może będzie sprzedawała dom, w którym obecnie mieszka.
Dojrzała do tej decyzji o sprzedaży i zdecydowała się skorzystać z naszych usług.
Pojechaliśmy do niej, obejrzeliśmy dom, zobaczyliśmy dokumenty. Powiedzieliśmy, że należy do czasu sprzedaży nieruchomości wykreślić z księgi wieczystej służebność osobistą ustanowioną na jej rodziców. Tata nie żyje. Mama żyje, ale z racji na wiek i stan zdrowia nie rusza się z mieszkania (położonego kilkaset metrów od tego domu).  Konieczna jest wizyta notariusza w miejscu zamieszkania mamy naszej Sprzedającej, by wziąć oświadczenie pozwalające na wpis do Księgi wieczystej. Pani sprzedająca zadeklarowała, że skontaktuje się ze znajomą notariuszką i to załatwi.
Ostatecznie zacząłem dzwonić po kancelariach notarialnych w poszukiwaniu Notariusza, który zechce pojechać do mieszkania i wziąć podpis na stosownym oświadczeniu. Nie było to proste zadanie, bo Notariusze wolą świadczyć swoje usługi w kancelarii i nie mają zbytnio chęci, ani czasu na jeżdżenie do miejsca zamieszkania klienta. W końcu znalazłem notariusza, który pojechał do mamy naszej klientki i przyjął oświadczenie.

Warunki współpracy.

Umowę pośrednictwa podpisaliśmy 29 stycznia.
Warunki sprzedaży, na jakie umówiliśmy się to kwota ofertowa 850 000 zł.
Naszym zadaniem była sprzedaż nieruchomości za możliwie najwyższą kwotę.
Ostateczny termin sprzedaży nie był określony, bo Właścicielka miała przeprowadzać się i zamieszkać z mamą w jej mieszkaniu, więc nie musieliśmy się spieszyć.
Zakres naszych działań został określony od analizy rynku po wydanie nieruchomości.
Nasze wynagrodzenie ustaliliśmy na kwotę odrobinę poniżej rynkowej i naszej standardowej, jaką mamy przyjętą w firmie od wielu lat o 0,69%. Z racji tego, że współpracujemy z tą klientką drugi raz.
Właścicielka na samej górze domu wynajmowała kawalerkę młodemu pracującemu człowiekowi. Poinformowaliśmy ją o tym, że będzie trzeba odpowiednio wcześniej dać wypowiedzenie umowy najmu najemcy i rozwiązać umowę najmu.
Zrobiliśmy robocze zdjęcia domu. Powiedzieliśmy, jak go przygotować do sesji zdjęciowej i umówiliśmy się na termin realizacji sesji fotograficznej i podpisania umowy pośrednictwa.
Ze zdjęciami musieliśmy trochę poczekać, bo albo był śnieg, albo roztopy.
W międzyczasie w głowie już miałem 2 klientów mogących być zainteresowanymi.

Projekt z canva

Zaczynamy sprzedaż.

Tydzień później podpisaliśmy umowę pośrednictwa, zrobiliśmy zdjęcia nieruchomości. Oferta była jeszcze w trybie off market. Już na tym etapie zadzwoniłem do potencjalnych zainteresowanych. Trafiłem. Byli zainteresowani, obejrzeli, przez 2 tygodnie rozmawiali w rodzinie i jednak nie zdecydowali się. Ale polecili swoich znajomych. Po obejrzeniu jednak nie byli zainteresowani.
Wypuściliśmy ofertę jako publiczna do biur nieruchomości i na jeden z portali ogłoszeniowych.
Zaczął dzwonić telefon. Mieliśmy kilka prezentacji domu.
Zebraliśmy 3 oferty zakupu. Wszystkie gotówkowe. 1 dużo poniżej oczekiwanej kwoty i 2 takie same bliskie oczekiwanej.
Negocjacje ceny trwały kilka dni i ostatecznie osiągnęliśmy cenę sprzedaży 860 000 zł.
Umówiliśmy się na podpisanie protokołu uzgodnień.
Kupujący został jeszcze raz poinformowany o najemcy i poprosił o możliwość spotkania się z nim i rozmowę o ewentualnym dalszym najmie tego mieszkania. Ostatecznie nie dogadali się i najemca zdecydował się wyprowadzić zgodnie z terminem wypowiedzenia do czasu przekazania nieruchomości.
W trakcie podpisywania protokołu uzgodnień wyszło z rozmowy, że kupujący dysponuje całą kwotą w gotówce, ale jeśli byłaby możliwość, to chętnie na część zaciągnąłby kredyt hipoteczny. Właścicielka nie miała nic przeciwko. Ustaliliśmy, że stronom najbardziej będzie odpowiadało wydanie domu do 1.05.2024 roku. Mieliśmy czas, bo nie było w planach kupowanie innego mieszkania, termin przeprowadzki mógł nastąpić w dowolnym czasie.
Przekazaliśmy Panu kontakt do doradcy finansowego.

Nie ma łatwych transakcji.

Po pierwszych rozmowach sprawa miała być prosta, ale… okazało się, że Pan kupujący nigdy nie brał kredytu, więc nie miał historii kredytowej, zatem bank wymagał kilku dodatkowych dokumentów, a to był dla nas dodatkowy czas. Bank np. zażądał nie tylko złożenia wniosku o wykreślenie, a faktycznego wykreślenia służebności osobistej. Więc pojechałem do sądu, złożyłem wniosek o przyspieszenie wykreślenia, bo normalnie to trwa ok. 3 miesięcy. Okazało się, że opłacając wniosek o wpis w Sądzie wieczysto-księgowym zapłaciłem 200 zł, a nie 400 zł, bo były wpisane 2 osoby, więc Sąd wezwał do dopłaty. To był mój błąd, że nie zwróciłem na to uwagi. To znów wszystko chwilę trwało.
Przyszły święta Wielkiej Nocy, potem majówka, a decyzji kredytowej nie ma. Będąc w stałym kontakcie ze sprzedającą, dowiedzieliśmy się, że jednak zdecydowała się na zakup małego mieszkania w okolicy obecnego zamieszkania jej mamy. Coś już oglądała, ale albo cena nieodpowiednia albo brakuje balkonu, czy piętro za wysokie, czy standard za niski. Zaczęła zatem oglądać w innych dzielnicach z innymi bezpośrednio i z Agentami nieruchomości. Chciała wiedzieć, kiedy będziemy mogli pisać umowę sprzedaży, żeby zaplanować datę zakupu. W związku z kredytem, 2 bankach czekaliśmy na ostateczną ofertę i po jej wyborze przez kupującego jeszcze chwilę na przygotowanie umowy i jej podpisanie.
Suma summarum zastał nas 20 maja, kiedy podpisaliśmy umowę przeniesienia własności.

Wydajemy nieruchomość.

Datę wydania nieruchomości określiliśmy na 12.06.2024 r.
Po sporządzeniu protokołów przekazania mediów, domu, działki, zrobieniu dokumentacji zdjęciowej nastąpił moment podsumowania transakcji i rozliczenia.
Zgodnie z umową pośrednictwa gromadzę dokumenty do transakcji, ale za zwrotem kosztów. Wypisałem wszystkie koszty dokumentów do transakcji, łącznie ponad 1000 zł.
Nagle słyszę, że Pani oczekuje, że zwrócę jej 1200 zł czynszu, jaki najemca płacił za maj, oraz pada pytanie ile dam rabatu za „moją opieszałość”. Dodatkowo Pani mówi, że „całe środowisko pośredników ze mnie się śmieje, bo zamiast organizować głupie śniadania dla pośredników, powinienem skupić się na merytoryce, etyce i warsztacie swojej pracy”. Klienta powiedziała, że jeśli nie zwrócę równowartości czynszu najemcy, to jej były mąż zadeklarował, że da jej prawnika i spotkamy się w sądzie.
Nie będę komentował zachowania pośredników, od których Pani musiała usłyszeć słowa krytyki pod moim adresem, ani zachowania mojej klientki.
Wczoraj wystawiłem fakturę z rabatem 5% i czekam 7 dni na uregulowanie płatności.
Wnioski myślę, że każdy może wyciągnąć sam z tej historii.
Szanujmy siebie i swoją pracę.

Case Study – Windykacja obcokrajowca.

Ten wpis nie będzie z serii – sprzedałem w 2 dni z prowizją 10%…

Rozpoczęcie współpracy

W czerwcu 2020 r. skontaktowała się ze mną Pani, która powiedziała, że dzwoni z Walii. Jej przyjaciel ma do sprzedania pod Włodawą działkę budowlaną. Jest obcokrajowcem, nie zna angielskiego, chce sprzedać działkę i szuka Pośrednika. Poprosiłem Panią o nr działki, zrobiłem wstępną analizę działki pod kątem położenia, kształtu, wartości rynkowej, potencjału sprzedaży. Zgodziłem się przyjąć ofertę. Przeszliśmy przez proces podpisania umowy pośrednictwa korespondencyjnie, ze względu na odległość, jaka nas dzieliła.

Przygotowanie nieruchomości do sprzedaży

Pojechałem na do miejscowości, gdzie położona jest działka, obejrzałem okolicę, zrobiłem zdjęcia, wirtualny spacer działki, zdjęcia z drona działki.

Postanowiłem też nagrać video z drona i video prezentację nieruchomości. Do tego zaangażowałem operatora drona i kamery. Niestety z filmu nic nie wyszło, zaskoczył nas wiatr. (Za to nagrałem o tym vloga. Znajdziesz go poniżej). Zdjęcie z drona udało nam się cudem zrobić, bo 500 m w linii prostej jest już granica polsko-białoruska. Oprogramowanie do sterowania gronem pokazało alarm. Musieliśmy szybko zrobić zdjęcie i lądować.

Na działce wstawiłem swój słupek z tabliczką informacyjną o sprzedaży i kontakcie do mnie.

Na miejscu okazało się, że działki praktycznie nie widać, bo o kilku lat była niekoszona. Znalazłem lokalną firmę świadczącą usługi koszenia.

Po dwóch dniach od mojego telefonu firma Tomi Samochodzik, mimo wielu zleceń działka wyglądała już tak.

W związku z tym, że właściciel był za granicą, zdecydowałem się, że koszt koszenia działki poniosę w ramach swojego wynagrodzenia.

Przygotowałem ofertę na swoją stronę internetową.

Zacząłem jej promocję. Zaczął dzwonić telefon z pytaniami o działkę i możliwość jej kupienia.

Proces sprzedaży

Jakiś czas odbierałem telefony, pojawiły się 2 oferty zakupu. Jedna z nich została zupełnie odrzucona ze względu na cenę zakupu, jaka została zaproponowana. Druga natomiast została przyjęta, bo odpowiadała aktualnej cenie rynkowej.

Przygotowałem zatem protokół uzgodnień pomiędzy stronami. W protokole zostały zawarte dane niezbędne do transakcji, tj. dane nieruchomości, dane sprzedającego, dane kupującego, cena sprzedaży, termin podpisania umowy przyrzeczonej. Protokół podpisaliśmy korespondencyjnie przez obie strony.

Sprzedającym był Pan, który ma ponad 80 lat. W związku z czasem pandemii zdecydował, że nie będzie leciał do Polski specjalnie na akt, tylko wyśle pełnomocnictwo do sprzedaży. Udałem się do kancelarii notarialnej. Notariusz przygotował treść pełnomocnictwa. Zadzwoniłem do tłumacza przysięgłego, poprosiłem o przetłumaczenie na język angielski. Zapłaciłem za te usługi. Wysłałem treść pełnomocnictwa sprzedającemu. Teraz jego zadaniem było udanie się do radcy prawnego z uprawnieniami notariusza i podpisanie pełnomocnictwa oraz nadanie klauzuli apostille. Lista notariuszy dostępna jest np. <TUTAJ> .

Po kilku tygodniach do notariusza, u którego mieliśmy przenosić własność, przyszedł list polecony z pełnomocnictwem do sprzedaży. W pełnomocnictwie określona była cena sprzedaży i podany numer konta, na które kwota zapłaty ma zostać przelana. (ta informacja będzie istotna w późniejszym czasie, dlatego o niej już mówię). Z analizy notariusza wynikało, że pełnomocnictwo nie pozwala na przeniesienie własności, bo zostało podpisane przez radcę prawnego bez uprawnień notarialnych. Poinformowałem o tym sprzedającego, kupującego.

Brak lotów do Polski

Pan sprzedający zdecydował, że jak będzie uruchomiona możliwość lotów do Polski, to przyleci osobiście. Nie będzie już drugi raz organizował pełnomocnictwa. Plan był taki, że będzie to w najbliższe wakacje. Dłuższy czas nie kontaktowaliśmy się. Czekałem na informację, kiedy klient będzie miał możliwość przylotu do Polski.

We wrześniu odebrałem telefon i usłyszałem, że jest już w Polsce, jedzie swoim kamperem i za 2 dni będzie we Włodawie. Możemy podpisywać umowę, ale cena sprzedaży musi być wyższa o 25 tyś, czyli ok. 40%. Byłem w szoku, że tak późno mnie o tym poinformował i nie wiedziałem, jak mam tę wiadomość przekazać kupującemu. Czekał z gotówką na podpisanie tej umowy ponad pół roku. Nie zgodził się na zapłacenie więcej, niż zostało ustalone. Podniósł też argument, że przecież został podpisany protokół uzgodnień. I tu miał rację.

Nie dojdzie do transakcji?

Sprawę postawiłem na ostrzu noża. Powiedziałem, że transakcja jest przygotowana do finalizacji. Klient kupujący czeka na zakup z gotówką. Albo podpisujemy tę umowę na ustalonych wcześniej warunkach, albo wypowiadam umowę pośrednictwa i wystawiam fakturę za moje wykonane czynności zmierzające do sprzedaży nieruchomości. Stało się najgorsze. Klient oznajmił mi, że to on rozwiązuje ze mną umowę i nie nie zamierza mi za nic zapłacić. Wysłałem e-mail do niego z opisem zaistniałej sytuacji, wykazem czynności, jakie wykonałem w trakcie trwania umowy. Powołując się na zapis w mojej umowie, wypowiedziałem umowę pośrednictwa ze skutkiem natychmiastowym i wystawiłem fakturę z 14-dniowym terminem płatności. Po tym czasie wysłałem przedsądowe wezwanie do zapłaty.

W odpowiedzi otrzymałem informację, że nie doszło do sprzedaży, to nie zamierza mi zapłacić. W pierwszej chwili pomyślałem trudno, niech stracę. Z drugiej jednak strony wiedziałem, że napracowałem się i nie mogłem dopuścić do tego, by nie odzyskać, chociaż kosztów poniesionych z mojej strony.

Windykacja

Zdecydowałem się znalezienie firmy windykacyjnej. Przez 12 lat mojej pracy, zrobiłem to po raz pierwszy. Wykonałem telefon, wyjaśniłem, o co chodzi. Wystarczyło, że wypełniłem krótki formularz przez stronę internetową firmy windykacyjnej. Podpisałem elektronicznie umowę. Po kilku dniach otrzymałem informację, że dłużnik jest w stanie zapłacić połowę mojego wynagrodzenia. Odmówiłem i poprosiłem o próbę wyegzekwowania całej należnej mi kwoty z wystawionej faktury. W dniu wczorajszym na moim koncie bankowym pojawiła się kwota z wystawionej przeze mnie faktury wraz z odsetkami.

Jesteś zwycięzcą.

Fakt, że miałem podpisaną umowę pośrednictwa z odpowiednimi zapisami, udokumentowane czynności, odwagę do egzekwowania należnego mi wynagrodzenia spowodowały, że nie straciłem na tej transakcji, a faktycznie zarobiłem.

Jeśli nie widziałeś, to zobacz teraz Vlog #22 o moim wyjeździe na tę właśnie działkę.

Więcej filmów z serii case study na moim kanale YouTube.

Zapraszam.


#wlodawa #sprzedaz #dzialka #nowoczesnyposrednik #windykacja #suszno