Rozmowy z Agentem #11 | Karolina Lato – Książek | Marek Kloc

 

Rozmowy z Agentem #11 – Karolina Lato – Książek

1️⃣1️⃣  odcinek serii Rozmów z Agentem.
W tym odcinku rozmawiam z Karoliną Lato – Książek, Pośrednikiem nieruchomości, właścicielką biura Capital Finanse i Nieruchomości w Lublinie.
Premiera odbyła się 26.07.2020 r. o godz. ⌚️ 8:00 na kanale 👀   YouTube i 🎧  platformach podcastowych.


#rozmowyZagentem #marekkloc #nowoczesnyposrednik #karolinaLato

Jak czas koronawirusa wykorzystuje Nowoczesny Pośrednik?

„Jak sobie radzisz w tym czasie”?

takie pytanie słyszę zaraz na początku rozmowy  jak odbieram telefon. 
Zastanawiam się, co chce usłyszeć osoba, która je zadaje. Czy chce wiedzieć co u mnie dzieje się dobrego, czy posłuchać jak mi źle i nie wiem co robić, jestem spanikowany, czy zamykam już swój biznes, czy jeszcze nie?
Odpowiadam, że u mnie dobrze. I wtedy słyszę: wiesz, bo wszyscy mówią, że nie mają transakcji, klientów, nie wiedzą jak to będzie dalej i tak dalej. Ja też nie wiem. Zaraz pada hasło, że biuro stoi puste, pracownicy nie pracują, nie ma jak prezentacji robić i nie wiadomo ile to potrwa. I rozumiem, że tak jest.
Ale po pierwsze, każdy z nas jest w podobnej sytuacji i ma obawy, więc wg mnie nakręcanie się i licytowanie komu jest gorzej niczego nie zmieni w życiu, biznesie.
Po drugie uważam, że trzeba zastanowić się co mogę już teraz zrobić i co mogę zrobić długofalowo, żeby przetrwać ten trudny czas i nie zamykać biznesu na którym mi zależy?

Uważam też , że to dobry czas, żeby spojrzeć na swój biznes na chłodno, z boku, z góry jak kto woli, najważniejsze, żeby patrzeć z dystansem. Podsumować to:

  • co robię w nim dobrze?
  • co zaniedbałem?
  • po co mi to wszystko co robię na codzień?
  • czy czas pracy faktycznie wykorzystuję na to co powinienem?

Jeszcze wiele takich pytań można sobie postawić.

Wielu ludzi biznesu mówi o tym, że Twój biznes dobrze funkcjonuje, jeśli możesz zostawić go samego na 3 miesiące i jak wrócisz dalej będzie działał. Mówią też, że na 3-6 m-cy każdy powinien mieć oszczędności na sytuacje awaryjne, taka jak ta, choroby i inne zdarzenia losowe. Jak to jest u Ciebie?

Może warto usiąść z kalkulatorem, kartką długopisem, arkuszem kalkulacyjnym i podsumować swoje cele, koszty, zyski, straty w skali roku, dwóch, pięciu i zastanowić co zmienić, a może nic nie trzeba zmieniać?….

A zmiana… to kolejne traumatyczne słowo po wirus…

Tak, ale bez zmiany nie da się iść do przodu. Trzeba ich dokonywać, a potem oceniać, czy są dobre, czy mniej dobre.

Co ja zrobiłem w ostatnich kilku dniach, kiedy siedzę w domu?

  • Wstaję codziennie o 6:00 i minimum 2 godz. piszę artykuły, scenariusze, teksty. Ten czas który dotychczas był poświęcany na przygotowania do wyjścia do pracy, czytanie postów na Facebook.
  • Słucham podcastów i efektem słuchania jednego z nich była decyzja, że odinstalowuję aplikację Facebook z mojego telefonu. Nie było to łatwe, bo cały dzień myślałem jak to będzie… ale zrobiłem to, bo wyznaję zasadę, że jak się czegoś boisz to zrób to, będziesz wiedział, czy faktycznie jest się czego bać.
    Dodatkowo zauważyłem, że treści postów które widziałem są w zdecydowanej większości tylko negatywne: Jak to jest źle, jak to znów ktoś chory, przewidywania co będzie, co nie będzie. A gdzie coś pozytywnego?

Na moją decyzję wpłynęło jeszcze kilka innych informacji jakie usłyszałem właśnie w jednym z podcastów – niby oczywiste, niby wiedziałem, ale jakoś je ignorowałem. Podcast wysłuchać lub obejrzeć tutaj:

Co mi to dało?

Powiadomienia o nowych postach nie rozpraszają mnie, więc jestem bardziej efektywny w swoich działaniach.
Włączam Facebook nie po to, żeby zabijać wolną chwilę, tylko wtedy kiedy jest mi faktycznie potrzebny do pracy.
Nie muszę czytać negatywnych komunikatów o których wystarczy, że wiem, więc nie muszę ich dostawać co chwila.
Oszczędzam swój wzrok.
Zachowuję dystans do zaistniałej sytuacji, co pozwala mi nie żyć w ciągłym strachu.

Zachęcam Cię do spróbowania pobyć trochę więcej offline. Ja już wiem jakie to jest dla mnie.

  • Pracuję nad rozwojem nowej spółki, której działania niebawem będę mógł oficjalnie ogłosić.
  • Nawiązałem współpracę z jedną z ogólnoświatowych firm dla których będę realizował zlecenia.
  • Nabywam nowe umiejętności – np. prowadzenie bloga, postawiłem, skonfigurowałem newsletter, który już pierwszy raz wysłałem i zapraszam Cię do zapisania się, żebym mógł informować się o tym co się dzieje u Nowoczesnego Pośrednika.

  • Pracują nad zawartość swojej strony internetowej, gdzie dodaję nowe funkcjonalności takie wspomniany bloga, newsletter, sklep internetowy, czy zakładka usługi, która niebawem będzie dostępna.
  • Napisałem kilka artykułów, które pojawią się niebawem w wersji tekstowej i video.
  • Skończyłem przygotowywać szkolenia:

Nowoczesne spojrzenie na zyski biura nieruchomości, czyli jak przejść od 10% do 90% czystego zysku z transakcji.

Nowoczesny, skuteczny marketing nieruchomości.

Nowoczesna obsługa klienta biura nieruchomości.

Zapisy już są otwarte.

  • Uczę się tego, jak być lepiej widocznym w social mediach,

np. odkryłem i uruchomiłem funkcję możliwości wyświetlania kanału YouTube na stronie Facebook.

  • Uczę się jak przeprowadzać spotkania on-line i webinary.
  • Uczę się jak tworzyć video 360 stopni, to kolejny krok po wirtualnych spacerach.
  • Uczę się jak tworzyć Street View, żeby móc uzupełniać mapy Google wokół nieruchomości jakie mam do sprzedania. 

A co jeszcze sobie wymyślę? Mówią, że człowiek inteligentny nigdy się nie nudzi… zobaczymy jak to będzie, ale już wiem, że będzie dobrze.😀

A prywatnie?

Żeby nie było tylko zawodowo, to mam to szczęście, że mieszkam w domu poza miastem. Jak tylko jest słonce mogę robić coś pożytecznego wokół domu.

A oto jeden z efektów mojej pracy – zagroda na drewno. Normanie nie miałbym na to tyle czasu, ani siły, więc zleciłbym realizację komuś. A powiem szczerzę, że daje to dużo satysfakcji jak można zrobić coś własnymi rękami.

Tak, ale zaraz ktoś powie, no tak:

z czego żyje jak nie chodzi do pracy?

Otóż odpowiem … 3 lata temu powoli zacząłem wdrażać model prowadzenia firmy jako small biznes, więc mam niskie koszty stałe i dzięki temu mogę sobie pozwolić na chwilowy przestój w realizacji transakcji. 

Więcej na ten temat możesz posłuchać tutaj:

Wywiad jest 2 częściach:

Dziś jestem takim w miejscu, gdzie moje koszty prowadzenia biznesu są bardzo niskie w stosunku do zarobków. Mogę pozwolić sobie na wymuszone wakacje na których i tak pracuję ale trochę inaczej. Ale uwaga … w tamtym roku nie byłem na wakacjach, w tym roku nie byłem na nartach. Przygotowywałem się w tym czasie do kryzysu. Robiłem jak najwięcej, żeby efekt odczuć jak najmniej. Oczywiście, nie wiedziałem o wirusie i nie przewidziałem, że nie będzie można wyjść na spacer do lasu, bo to będzie koszt 5 tys. zł. Wiedziałem, że jak teraz rynek szaleje i cena mkw mieszkania z 3 500 zł skoczyła na 7 000 zł, a nawet 10 000 zł to długo to nie potrwa. I nie chodzi o to, żeby się teraz przechwalać jaki to ja mądry jestem i sytuacja mnie nie dotyka. Dotyka i to na kilku płaszczyznach życia prywatnego zawodowego. Jeszcze nie dawno rozmawiałem z żoną i mówiłem, że ona ma dobrze, bo codziennie jak pójdzie do pracy to zawsze więcej ale mniej zarobi pieniądze. Ja zarabiam tylko wtedy, gdy sfinalizuję transakcję, która może trwać i kilka, kilkanaście miesięcy. Dziś moja żona ma zakaz pracy i nie może zarabiać ani złotówki. Kto by się spodziewał jak szybko sytuacja może się zmienić? Dodatkowo moja żona traktuje swoją pracę jako pasję. A teraz ktoś jej to zabrał, z tym najtrudniej jest się pogodzić.
Zauważcie też, że jako rodziny nie jesteśmy też przyzwyczajeni tak długo być wszyscy pod jednym dachem. Raczej spotykamy się rano, wieczorem, A teraz 24 godz. na dobę trzeba być ze sobą. Oczywiście, że ma do dobre strony, ale stawia nas też w sytuacji nowej innej w której każdy z nas inaczej się odnajduje.

A jak to jest u Ciebie? Ile w tym czasie dobrych rzeczy wydarzyło się?

04/05/2020

Ile warta jest nieruchomość z perspektywy właściciela, a ile Agenta nieruchomości | Case study #6

Ile warta jest nieruchomość z perspektywy  właściciela, a ile agenta nieruchomości.

Jakiś czas temu zadzwonił do mnie agent, który pracował w moim biurze nieruchomości.

Poprosił, bym zajął się jego klientami, bo dla niego za daleko, nie zna terenu, okolicy i nie czuje się na siłach, by zrealizować zlecenie klientów dotyczące sprzedaży działki. Powiedział też, że klienci zgodzili się na ponad średnio rynkowe wynagrodzenie za sprzedaż tej nieruchomości.

Skontaktowałem się z właścicielami, umówiłem na spotkanie i obejrzenie nieruchomości. Panie miały do sprzedania działkę o pow. 2,13 ha. szerokości 40 m i długości ok. 520 m. Położona była pomiędzy dwoma drogami gminnymi. Z jednej strony tej działki znajdował się dom w stanie surowym, po części otwartym o pow. ponad 300 mkw, który od 1978 lat nie był wykończony oraz zabudowania gospodarcze z 1965 r. 

Panie chciały, aby wzdłuż działki chciały wytyczyć drogę dojazdową o szerokości  5m i podzielić działkę tak, by powstało 6 działek o rozmiarach 35 x 82m. Korzystając z internetu ustaliły, że cena mkw działki budowlanej w tamtej okolicy wynosi średnio 35 zł. Dokonały więc następującej kalkulacji:

 2,13 ha (21 300 m) x 35 zł = 745 500 zł do tego doliczyły wartość domu oraz zabudowań, co dało im 850 tys. zł.

Przyjmując takie założenie jako pośrednik i ustalając wynagrodzenie na średnio 3% netto od ceny transakcyjnej –  uznajmy, że będzie to 800 tys. – do zarobienia jest 24 tyś. zł netto. Całkiem przyzwoicie. Ale czy na pewno? 

Jak wyglądała sytuacja z mojej strony, jako pośrednika?

W czasie oglądania działki zauważyłem, że:

plusem są:

  • dojazd, bo z  dwóch stron drogą asfaltową
  • szerokość działki całkiem przyzwoita, bo 40 m
  • prąd i woda na działce.

natomiast minusy to:

  • mniej więcej pośrodku działki rów, którym płynie woda
  • zabudowania i dom rozmieszczone są praktycznie na całej szerokości działki, więc nie ma miejsca na 5 metrową drogę, którą Panie przewidziały w swoim planie.

To zasiało we mnie wątpliwości. Musiałem sprawdzić, czy na pewno da się podzielić działkę tak, jak Panie to wymyśliły. Sięgnąłem do  miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla tej miejscowości i skontaktowałem z lokalnym geodetą, by ustalić możliwości podziału działki.

Okazało się, że budowlane mogą być tylko 3 działki, 2 z jednej i 1 z drugiej strony, łącznie 74 ary. Pozostała środkowa część to teren upraw polowych. 

Skontaktowałem się również z firmą budowlaną i poprosiłem o analizę stanu budynków. Okazało się, że dom nigdy nie był ogrzewany i cegła nasiąknęła wodą. Osuszenie budynku, co prawda, było możliwe, ale raczej nieopłacalne. Natomiast budynki gospodarcze wymagają znacznych nakładów finansowych.

Zbudowanie drogi dojazdowej wiązałoby się z wyburzeniem obory i garażu. Pojawiło się również pytanie, czy zasadne będzie zburzenie domu i postawienie na jego miejscu nowego. Wyburzenie i wywóz budynków to koszt kilkunastu tysięcy zł, co jeszcze bardziej obniżyłoby wartość działki.

Zatem jaką wartość dla mnie jako pośrednika miała nieruchomość?

Policzmy:

Grunt: 

74 ar budowlane x 20 zł (bo taka jest cena transakcyjna) = 148 000 zł

1,39 ha rolnej x 2,5 zł = 34 750 zł

Zabudowania: 

wg wyliczenia właścicielek 104, 500  zł

Łącznie daje nam to 287 250 zł. Nie licząc kosztów wyburzenia budynków.

W ten sposób z 850 tys. zrobiło się 287 tyś., czyli ponad pół miliona, bo 562 500 zł mniej.

Nie było też pewności, czy uda się sprzedać działkę z taką, a nie za jeszcze niższą  cenę. 

Musiałem poinformować o tym właścicielki. Były bardzo niepocieszone, bo liczyły, że każda z nich kupi dzieciom po mieszkaniu za pieniądze ze sprzedaży tych działek.

A co z moim wynagrodzeniem?

Gdybym zdecydował się na pracę za 3% netto od ceny transakcyjnej przed ustaleniem wartości rynkowej działki, to moje wynagrodzenie, które miało wynieść 24 tys. zł, faktycznie wyniosłoby max. 8 625 zł., czyli prawie 3 razy mniej.

Ostatnio widzę oferty mieszkań, domów, działek zawyżone nawet  o 100%. 

Zastanawiam się, co jest tego powodem. Czy to klienci ustalają takie ceny, czy pośrednik liczy na wysokie wynagrodzenie i dlatego nie koryguje ceny do realnej rynkowej?

Czy jest szansa sprzedać nieruchomość zdecydowanie powyżej jej ceny rynkowej?

3% od 287 tys. to ponad 8 tyś. a 3% z 0, bo nie sprzedałem to nadal 0. Od tego trzeba jeszcze  odjąć koszty poniesione przy przyjęciu oferty – weryfikacje opracowanie i promocje oferty. Czyli tracę. Warto zatem zastanowić się, czy taką ofertę chcę w ogóle mieć w swoim koszyku. 

Warto przeanalizować koszty, jakie ponoszę przy próbach sprzedaży nieruchomości po nierealnych do osiągnięcia cenach. Czy agent nieruchomości jest cudotwórca, który magicznymi trikami sprzeda nieruchomość ponad 100% powyżej ceny rynkowej?

Jak w 2 godziny sprzedałem mieszkanie w warte 275 000 za wyższą cenę | Case study # 4

Jak w 2 godziny sprzedałem mieszkanie w warte 275 000 za wyższą cenę.

  

Pewnego dnia zadzwonił do mnie kolega, że chce sprzedać swoje mieszkanie.

To było mieszkanie w Lublinie, na oś. Czuby, 62 mkw, 3 pok. na 3 piętrze w czteropiętrowym bloku, standard do remontu. Umówiliśmy się na spotkanie, oglądanie mieszkania i wywiad jaki zawsze robię przed podjęciem się zlecenia.

Na spotkaniu okazało się, że musimy je sprzedać bardzo szybko, zatem umówiłem się na wycenę i na sesję zdjęciową.

Sesję zorganizowałem w takich godzinach, żeby słońce zbyt mocno nie świeciło w okna, to ułatwia robienie zdjęć.

Mieszkanie wymagało przygotowania do zdjęć, więc razem z klientem usunęliśmy niepotrzebne na zdjęciach meble, rzeczy, zdjęcia.

Teraz powinien pokazać Wam jak mieszkanie wyglądało przed home stagingiem, ale niestety home staging zaabsorbował mnie tak, że nie zrobiłem zdjęć przed nim. Ale obiecuję, że w następnym odcinku już pokaże. 

Po realizacji sesji zawsze wysyłam zdjęcia do właścicieli mieszkania. Tak też zrobiłem tym razem. Właścicielka była bardzo zadowolona i jak to ujęła nie spodziewała się, że jej mieszkanie jest takie ładne.

Zacząłem o 16:00 promocję ogłoszenia w internecie.

Za chwilę miałem kilka telefonów i kilka wiadomości od zainteresowanych ofertą. Około 17:30 zadzwoniła do mnie koleżanka z innego biura i powiedziała, że właśnie jest z klientką, szukają dokładnie takiego mieszkania i już mogą oglądać. Niestety wtedy byłem poza miastem, a im bardzo zależało na oglądaniu, więc umówiłem je z właścicielami. Oczywiście nie obawiałem się takiego rozwiązania, ponieważ miałem z klientami podpisaną umowę na wyłączność.

Po obejrzeniu mieszkania od razu zadzwoniła do mnie i złożyły ofertę kupna za cenę wywoławczą, płatną gotówką praktycznie następnego dnia. 

W tym samym czasie zadzwonił  do mnie kolejny pracownik innego biura, że również chce obejrzeć mieszkanie. Za kilka minut znów zadzwonił telefon i klient i chciał umówić się już za pół godziny. Klient ten posiadał również gotówkę, mógł podpisać  akt w każdej chwili. Obejrzał nieruchomość  i złożył wyższą ofertę. Także w 2 godziny miałem 2 złożone podobne oferty.

Właściciele oczywiście zdecydowali się na tą wyższą. 

Zgodnie z obietnicą z początku odcinka powiem Wam, co się stało tuż po podpisaniu aktu notarialnego sprzedaży mieszkania.

Podpisanie aktu rozpoczęło  się o godz. 10:00, o 11:01 notariusz po odczytaniu aktu pobrał elektroniczny odpis z Księgi wieczystej. Od notariusza wyszliśmy koło 12:00. A o 13:21 w dziale III pojawiła się wzmianka komornika. Notariusz ma czas na wpisanie wzmianki o przeniesieniu własności do końca dnia. I co teraz? Zaczęły się telefony. Ja do poprzednich właścicieli, do notariusza, notariusz do komornika, nowi właściciele do mnie. Oberwało mi się, że wiedziałem o długach, że specjalnie ich wpuściłem na minę i tak dalej. Rozumiem kupujących. W końcu to duże pieniądze i zawsze wiąże się z tym stres. Szczególnie, że kupującymi byli młodzi inwestorzy.  Natychmiast zacząłem wyjaśniać sprawę. Na szczęście ostatecznie okazało się, że to pomyłka. Ale żeby to cofnąć  to trzeba się było trochę natrudzić. W skrócie po kilku dniach po wzmiance nie było śladu. Szczęście w tym wszystkim jest takie, że kupujący nie korzystali z kredytu bankowego, bo bank nie wypłaciłby środków do czasu wykreślenia wzmianki.   

Dziś inwestorzy remontują mieszkanie, które w niedługim czasie będzie szukało najemców lub nowych właścicieli, a ja będę znów pośredniczył w tych transakcjach. 

Podsumowując:

Dziś podejmuję się tylko takich zleceń w których sukces wierzę. To do takich należało. 

Dobrze przygotowana oferta, rozsądna, rynkowa  cena. Szeroki, targetowany marketing powoduje, że informacja o ofercie szybko się rozprzestrzenia, dociera do faktycznie zainteresowanych osób.

Wyłączność – co taka umowa daje Agentowi, a co Klientowi #7

Wyłączność – co taka umowa daje Agentowi, a co Klientowi

Umowa na wyłączność to umowa, gdzie biuro (Agent) ma zagwarantowane wynagrodzenie po sprzedaży/wynajmie nieruchomości. A klient ma nawiązaną współpracę tylko z jednym biurem, tylko 1 agent zajmuje się jego nieruchomością, ale dzięki temu może współpracować z agentami z innych biur.

Patrząc od strony praktycznej, czy agent posiadający w swoim koszyku np. 100 ofert może je równocześnie w podobnym stopniu obsługiwać? Pilnować marketingu, być w kontakcie z właścicielem chociaż raz na miesiąc? Jeśli tak, to statystycznie musiałby mieć kontakt z 4 dziennie, do tego wykonać kilkanaście telefonów „pozyskowych”. Odbyć kilka spotkań „pozyskowych”, kilka prezentacji. Przygotować kilka ofert dla potencjalnych klientów, ale pamiętajmy, że to mu nie gwarantuje zysku. 

Ja dziś uważam, że agent nie powinien mieć więcej niż 15 ofert na wyłączność w swoim koszyku. To już jest duża ilość, ale biorąc pod uwagę, że część nieruchomości tj. domy, działki, obiekty sprzedają się dłużej niż mieszkania to możemy sobie pozwolić na to, żeby tyle ich mieć.  

Klienta nie interesuje co my robimy, a efekt naszych działań, czyli szybkie znalezienie klienta, który kupi jego nieruchomość, a my wiemy, że aby to się stało potrzebujemy całego zaplecza działań.

Jakie zatem są korzyści pracy: 

  • możliwość stosowania nowych, skutecznych narzędzi pracy, inwestowania w nie pieniędzy – standardy pracy są coraz wyższe, uczymy się od zachodnich rynków, podejmujemy działania typu: home staging, sesja zdjęć, film video, zdjęcia i video z drona, organizacja Drzwi/Dni otwartych. Te wszystkie usługi są drogie i biuro nie mające gwarancji zarobienie nie zainwestuje w nie, a one dziś stają się standardem oczekiwanym przez poszukujących.
  • oszczędność czasu naszego i klientów, korki, odległości, rozmieszczenie nieruchomości, odległość biura – dziś z czasie, gdzie technologia jest bardzo zaawansowana. Klienci oczekują wielu rzeczy na dzień dobry na tacy, tzn. już nie interesuje ich przy pierwszym kontakcie ogólna lokalizacja, tylko bardzo precyzyjna, zależy im na wiedzy szczegółowej, żeby móc podjąć decyzję o tym, czy dalej jest zainteresowany, czy nie. Takie szczegóły ważne są dla osób, które szukają nieruchomości na odległość.
  • klucze – możemy powierzyć jednemu agentowi, nie musimy się bać, że będą przekazywane między biurami
  • szczegóły – diabeł tkwi w szczegółach możemy pokazać nieruchomość w pełnej okazałości z detalami, okolicę, bryłę, klatkę schodową, co czasem jest ważniejsze od wnętrza. 
  • ilość zapytań – zmniejsza , oglądających, ale daje klienta który jest prawie zdecydowany.
  • szeroki marketing – eliminujemy strach przed tym, że inne biuro dotrze do właściciela za pośrednictwam naszego marketingu i sprzeda swojemu klientowi. Możemy zaangażować agentów innych biuro do współpracy przy sprzedaży, albo biorą wynagrodzenie od swojego klienta, albo mają mamy przewidziany dla nich budżet za wspólną transakcje.
  • kontrola nad ofertą – jesteśmy jedynym agentem z którym kontaktują się zainteresowani, więc info przekazywane jest jednolite, klienci trafiający bezpośrednio do właściciela są kontaktowani z nami, wiemy kiedy i co im mówić. Komfort właściciela jest taki, że nie dzwonią co chwilę inni agenci z propozycją współpracy, bo mogą tą ofertę proponować swoim klientom, od nas dostają wszelkie info, dokumenty dotyczące nieruchomości.
  • bezpieczeństwo klienta, że nie zapłaci za sprzedaż kilku biurom.
  • motywacja do działania – gwarancja agenta, że inwestując czas i środki finansowe w zlecenie zwrócą się i zarobi.
  • stabilizacja dla biura, możliwość planowania dochodów w czasie, rozwoju, inwestowania w nowe formy reklamy, zmianę sprzętu.
  • czas realizacji zlecenia – zdecydowanie skrócony, zdecydowanie szerszy marketing daje większe zainteresowanie rynku, to przekłada się bezpośrednio na skuteczność.
  • cena – jedna dla wszystkich, czasem przy dużym zainteresowaniu nawet jest podbijana powyżej ofertowej.
  • prestige oferty – nie powtarza się z różnymi zdjęciami, rzutami, parametrami, opisami.

Podsumowując:

Jeśli jedno zadanie ma wykonać kilka osób i nie ma kierownika to odpowiedzialność jest rozproszona, nikt do końca nie czuje się za nią odpowiedzialny. Dlatego 1 zadanie – 1 osoba, lub grupa, ale nad nimi jest kierownik.